Mój poród zaczął się 5.04.2006r. W nocy poczułam jak \"siusiam\"więc szybko biegnę od ubikacji i nic. Położyłam się
i ponownie to samo uczucie. Budzę męża i mówię , że coś się dzieje. Zrywa się na nogi i szybko ubiera. Ja wstaję biorę
kompiel, ubiram się i jedziemy do szpitala. Po drodze nic mnie nie boli, więc rozmawiamy i śmijemy się, bo mój kochany mąż
mówi, że gdybym mu powiedziała , że go zaleję w łóżku to by spała w pontonie!!! Za pół godziny jest już mi mniej wesoło.
Lewatywa, skurcze, badania, i to leżenie!!!!! Dlaczego nie pozwolili mi wstać. Jak patrzę na zegar to mam ochotę rzucić w
niego kamieniem!!!O 6 przychodzą inne położne. Mogę wstaż idę się umyć. Ból jest coraz silnieszy. Najgorzej bolą mnie plecy,
więc podczas skórczów ja masuję delikatnie swój wielki brzuch a mój mąż placy.7:40 na świat przychodzi mój kochany syn.Jest
śliczny, a ja jestem bardzo dumna.
Ania
Chcesz zamieścić swoje przeżycia z porodu i podzielić się nimi z innymi Paniami? Nic prostszego.
Skorzystaj z formularza kontaktowego serwisu "Twoja Ciąża".
i wyślij do mnie swoje opowiadanie.