Sama wywołałam sobie poród.
Niedziela 11 marca, 2 tygodnie przed porodem, nic się nie dzieje. Niedziela wieczór, Rafał mówi, że jutro (poniedziałek), jedzie o
Łodzi na dwa dni, z Łodzi do Warszawy na 3 dni, czyli wróci w piątek. Strasznie to przeżywam , nie mogę spać, mam czarne myśli, że
się zacznie właśnie w tym tygodniu a Rafała nie będzie (przecież wykupił poród rodzinny) a miał przy mnie być! Kto mnie zawiezie do
szpitala? Jak to będzie? Jak sobie poradzę? Jakoś zasnęłam. Obudziłam się o 1:30 z twardym brzuchem (jeszcze nie myślałam, że
właśnie się zaczęło). 2 rano –pierwsze skurcze co 10 minut, nie budzę Rafała. 3:45 –skurcze co 8 minut. Podchodzę do
Rafała i kucam przy łóżku (skurcz), mój kochany mąż przebudza się i zaspanym głosem mówi: „kochanie, ale ja Ci w tym nie
pomogę”, po tych słowach odwraca się do mnie plecami i zasypia…. 6 rano –skurcze co 5 minut, trzeba budzić Rafała
(dodam, że nie panikowałam, nawet głowę poszłam sobie umyć bo wszystkie moje koleżanki właśnie tak robiły). 7 rano budzę Rafała,
mówię Mu że już pora na nas a mój cudowny mąż w tym momencie otwiera książkę i czyta o obawach porodu. Myślałam, że Go uduszę!! 8
rano jesteśmy w szpitalu. Trafiam na izbę przyjęć o dziwo nie czuję skurczy, czekamy na lekarza nadal nic nie czuję. Idziemy (z
położną) na porodówkę tu jest podobnie – nie mam skurczów . Rozwarcie na 3 polce. Robią mi lewatywę (wcale nie było to
nieprzyjemne uczucie). Mam dużo chodzić… Zaczyna się!!! Skurcze krzyżowe –najgorsze. Są straszne, mam dość!!! Chce
uciekać do domu!!! Gdzieś o 11 podłączają mi kroplówkę żeby przyspieszyć akcję porodową. Bóle się nasilają. Przebijają mi wody
płodowe. Mam dość!!! Chce uciekać do domu!!! W końcu 13:50 każą mi przeć. Po 14 mówią, mi, że widać już główkę. Rafał mówił, że już
było słychać jak mały płacze. 14:30 nacinają mi kroczę, czuję to. 14:35 Oskarek jest na świecie. Kładą mi moje maleństwo na brzuchu,
odcinają pępowinę (myślałam, że Rafał przetnie, w końcu to poród rodzinny) i zabierają moje maleństwo
do czyszczenia, mierzenia, ważenia. W sumie to nie wiem czy bóle parte bolą bo parłam bardzo szybko (miałam czarne myśli, że małemu
wyjdzie główka i się zakleszczy). „Rodzę” łożysko. Potem mnie zszywają. Rafał w tym czasie robi zdjęcia i kręcie krótkie
filmiki. Przychodzi położnik i mówi wagę Oskarka 3050 oraz długość 50 cm i to co mnie najbardziej interesowało ilość punktów -10. Po
zszyciu zawożą mnie na sale po porodową, Rafał wydzwania do wszystkich z radosną nowiną. Nikt nie chciał nam wierzyć bo ja prosiłam
żeby nie dzwonił do nikogo jak trafiliśmy na porodówkę bo po co, wszyscy by dzwonili, wysyłali sms\'y a tak dowiedzieli się po
fakcie.
Chce dodać, że bardzo mi pomógł Rafał, był niezastąpiony, nie wyobrażam sobie jakby Jego nie było. Polecam wszystkim poród
rodzinny!!!!
Ps. Mówiłam, że nigdy więcej a myślimy już o córeczce, za 3-4 lata.
Klementyna
Chcesz zamieścić swoje przeżycia z porodu i podzielić się nimi z innymi Paniami? Nic prostszego.
Skorzystaj z formularza kontaktowego serwisu "Twoja Ciąża".
i wyślij do mnie swoje opowiadanie.