termin miałm na 20 grudnia.powiedzałam sobie ze po 15 juz moge urodzic,ale nie 13 ani 14 bo nie lubie tych dat,sa dla mnie
pechowe. no i własnie 13 grudnia...ta date zapamietam do konca zycia.mieszkałam jeszcze z rodzicami. mój mąż wstał o 5 rano do
pracy.mnie cos brzuch pobolewał,jakbym miała dostac zaraz okres.krystian powiedział ze pojdzie powiedziec rodzicom.ja mu
zabroniłam,gdyz nie lubie sie skarzyc na ból.przed 6 rano krystian pojechał do pracy.mnie coraz bardziej brzuch bolał.mam zaraz
wpadła jak burza do pokoju.powiedziałm jej tylko ze brzuch mnie boli,bo chce mi sie kupe.mama powiedziała ze od tego sie
zaczyna.poszłam sie załatwic i połozyłam sie.brzuch mnie juz dosyc mocno bolał,wiec pomysłalam ze pojde do mamy.nie zdążyłam dobrze
wstac z łóżka a tu wody mi odeszły.byłam niesamowicie zła ze to 13-tego.zaczełam sama do siebie gadac ze moje dziecko nie mogło sobie
innej daty wymyslec tylko 13.poszłam do rodziców.siedzieli w kuchni.powiedziałam ze odeszły mi wody.wykapałam sie na
spokojnie,spakowałam reszte rzeczy i napisałam mezowi smsa ze wody mi odeszły.czekałam juz tylko na karetke.maz zadzwonił do mamy i
płakał,mama panikowała.tylko ja byłam najspokojniejsza.kiedy karetka przyjechała,pozegnałam sie z rodzicami i wsiadłam do niej.w erce
jeszce pisałam z kolezankami.mam chorobe lokomocyjna,wiec niedobrze mi sie zrobiło.nie miałam mocnych skurczy,i mysłałam,ze tak
bedzie do konca.w koncu dojechałam(do szpitala ok40 km).na izbie przyjec długo siedziałam i pełno podpisów składałam.rozwarcie miałam
na 5 cm. o 9 pojechałam na porodówke i podłaczuyli mnie do ktg.lezałam sobie i sie nudziłam.niestety ok 10 zaczynały sie coraz
mocniejsze skurcze.co 3-4 minuty coraz bardziej mnie bolało wszystko.mdlałam juz prawie z tego bólu.przysypiałam miedzy
skurczami.odliczałm tylko 3 minute.najgorsze było to gdy lekarz sprawdzał rozwarcie.po 11 błagałam ich zeby mi cos dali na ból,ale to
nic nie pomogło.chciałam juz rodzic,ale miałm 8 cm dopiero.pare minut po 12 zaczeły sie bóle parte.mysłam z poczatku ze chce
mi sie kupe,ale położna powiedziała ze misie tylko tak wydaje.chciałam ja wyzwac,i powiedziec ze tyłkiem nie rodze i czuje ze chce mi
sie.lekarze uznali ze juz czas.powoli sie przygotowywali,a ja myslałam ze dziecko mi zaraz wyjdzie.byłam cała szczesliwa ze to
juz.zebrało sie pełno starzystów.poród był krótki od 12.15 do 12.30. parłam ile sił i wyszła zdrowa dziewczynka.łożyska juz nie
miałam sily urodzic,ale jakos poszlo.mialam tylkodwa male szewki,bo praktycznie nic mi nie popekało.lezałam przez dwie godziny i
odpoczywałam.niunie mi przyprowadzili i było pierwsze karmienie.teraz z perspektywy czasu mile wspominam ten poród,ale nie chciałabym
jeszcze raz tego przechodzic.
madziorna19
Chcesz zamieścić swoje przeżycia z porodu i podzielić się nimi z innymi Paniami? Nic prostszego.
Skorzystaj z formularza kontaktowego serwisu "Twoja Ciąża".
i wyślij do mnie swoje opowiadanie.