Wiec 24 czerwca czyli wczoraj nad ranem dostalam skurczy, byly one lekkie i nie trwaly dlugo (ok 15 sek) byly co 30 min.
Pózniej byly juz co 20 min a nastepne po poludniu trwaly co 20-15min wiec sie troche rozregolowaly. Nastepne juz poznym popoludniem co
15-10 min. W koncu postanowilam isc spac bo wiedzialam ze jak teraz nie zasne to juz dupa zbita. Spalam tyle co nic bo bole te co 15-10
min byly juz znacznie mocniejsze. Przez krotka chwilke zdolalam zasnac ale obudzil mnie wlasnie ten kurewski bol...nie moge tego
inaczej okreslic. Przez ostatnie kilka skurczy Konrad mi mierzyl czas i k koncu mowi ...,,Ulcia dzwonie bo jest juz co 6 min ( i
regolarne) no to dobra konrad poszedl dzwonic a ja nalalam sobie jeszcze wanne wody. W wannie spokuj ale super...wtedy dopiero poczulam
ile woda daje....Ale jak tylko wyszlam z wanny to myslalam ze sie przewroce..jakby te bole czekaly az tylko wyjde z wody zeby mnie
napastowac...Teraz to juz lecialo jeden za drugim co 3 min trwajace min i bardzo bolesne. Kazali nam przyjechac to mnie zbadaja ale
powiedzieli ze pewno i tak mnie odesla jeszcze. No nic zebralismy sie i wychodzimy, po drodze jeszcze skurcz na schodach, nastepny w
samochodzie..(czego nikomu nie zycze, to chyba najgorsze miejsce jakie moze byc na skurcz, nie mozna sie ruszyc) Poniej nastepny przed
szpitalem a potem jeszcze kilka razy w szpitalu i polozna stwierdzila ze one nie sa jeszcze wystarczajaco mocne poczym wlozyla mi cos
miedzy nogi zeby zbadac dzidzi polozenie i co? szyjka jest jeszcze zamknieta ze trzeba czekac az przyjda silniesze bole. polozna
zapytala sie czy bedzie ok jezeli wysla mnie do domu, ja sobie mysle no kurcze jak mialabym tu lerzec niewiadomo ile to zjerzdzam stad
no i jeszcze konrad przynajmnije by sie przespal w domu wiec pojechalismy, wczesniej jeszcze dala mi dwie tabletki na bol. W domciu
mamuska juz stala w drzwiach bidula bo nie zmrozyla oka. Jakos zasnelam bole byly do przezycia. DZisiaj 25(termin) obudzil mnie bol i
przy okazji trzeba bylo odwiedzic kibelek no i tak juz
zostalam na necie do teraz. No i chyba sie zaczyna wszystko od nowa....bole nie regolarne z coraz to wiekszymin przerwami...( bez sensu)
przeciez powinny sie zmniejszac pierwszy jak sie obudzilam mialam co 6 min a potem co 8 co 11 a teraz co 14 alallll no
i.............ten tez byl co 14. Mam nadzieje ze niezejdzie do 30 min ok to narazie na tyle bo reszta przedemna BUZIAKI
Ok to moze juz w koncu uda mi sie opisac moj porod hihih bo non stop cos mi w tym przeszkadza.
25.06.2007 …cd..Po południu skurcze były regularne co 10 min i trwaly 1 min. Nastepne były już znacznie silniejsze co 8-6 min i
trwaly 40 sekund. O godz 18:50 odpadl mi czop koloru brunatnego, na początku nie wiedziałam ze to był czop i dzieki Juleczce (która mi
duzo pomogla i której bardzo dziekuje za rady, bo była ze mna do konca w kontakcie a raczej z Konradem hihi bo ja raczej nie mogłam nic
pisac na GG ) bylam już pewna ze to jest ten czop. Konrad zadzwonil do szpitala jak skorcze były co 6 min i były cholernie
silne, była godz 19:45 kiedy postanowiliśmy już na 100% się pakowac. Poszlam jeszcze na chwilke do wanny ale już nic nie pomagalo. O 20
:30 byliśmy już na miejscu tam polozna już się mna zajela, zbadala i powiedziala ze teraz to już na pewno mnie nie wypuści do domu bo
za kilka godzin będzie już po wszystkim. Rozwarcie było już na 4 cm . Zapytala się czy chce zaszczyk w kręgosłup czy w udo czy może gas
czy co tam jeszcze jest już nie wiem. Bylam bardzo zadowolona i naprawde nie myślałam ze polozna będzie az taka swietna. Konrad mogl ze
mna zostac ile chciał. Polozna kazala przejść do innego pokoju i tam już zostalam. Ok. godz dostalam zastrzyk (głupiego Jasia) po
którym czulam się jak bym wypila niewiadomo ile alkoholu hihihihih i przespalam 3 godz. Musiałam cos wziasc bo jak mnie polozna
zobaczyla to powiedziala ze w takim stanie to raczej nie dam rady rodzic, bo bylam zbyt wyczerpana. Po godzinie 24:00 przyszla polozna
z zapytaniem czy chce jeszcze odpocząć czy może już chce isc do basenu ja popatrzyłam na zegarek i uśmiechnęłam się do Konrada mowiąc
ze teraz już mogę isc rodzic…. ,, zastrzyk przestal już działać po 2 godzinach i bole już dalo się mocno odczuwac. O
24:30 mialam już wanne pelna cieplutkiej wody. Weszłam do wody troszeczke przerazona, polozna podala mi kolo( takie na którym mogłam
swobodnie wesprzec się na wodzie ( wyglądałam jak by mnie miał ktos wyławiać kolem ratunkowym hehheheh ) Konrad na zmiane podawal mi
wode i gas… w pewnym momecie mowie do
niego ze ja musze do ubikacji…on powiedział to do poloznej a ona…,,a które 1 czy 2..,, ja na to ze to 2 a ona mnie
oznajmila ze to już sa skurcze parte wiec żebym się nie przejmowala i jak tylko poczuje parcie to mam robic tak jakbym była w
ubikacji….:) no i zaczęło się powoli raz drugi…dalo się wytrzymac, potem zmiana pozycji (leżałam na kole spierając się
nogami o ściankę wanny) nie mialam czego się trzymac w czasie parcia i w tym momecie bardzo przydal się Konrad, który stal za mna i
trzymal mnie za rece. W koncu jak nadeszly te najciezsze bole myślałam ze już nie dam rady…rece Konrada były na wysokości chyba
moich nog bo tak go pchałam do srodka wanny ( dobrze ze nie wpadl do niej..;) ) Już czulam ze glowka jest już widoczna ale niestety
tylko 3 patre nie były wystarczające.. i jeszcze raz ….dalej nic po któryms już razie mowie…,,Już nie mogę..’’
a polozna (bułgarka)do mnie po polsku.. ,,możesz..’’ no to ja już resztkami sil pre..1..2..3..juz było blisko, polozna
pokazala w lusterku Konradowi ze już widac pomalu główkę.. 1...no i tym razem Konrad do mnie… ,, Ulcia widze już
glowke…,, no to ja po tym zaczelam tak mocno przec ze mialam uczucie jakby mi mialy oczy z orbit wylecieć ..2…i poczulam
jak wypłynęła glowka, Konrad dodal.. ,,jakie falujace wloski….’’ no i ja po tym resztka sil ..3 ..4 party wyszly
ramiona i pupcia….co za uczucie…..ufff nie da się opisac( o godz 1:56 urodzila się Romanka). Wyciągnęli kolo z pod moich
ramion i po chwili poczulam jak cos się ruszalo już na moich piersiach, spojrzałam w dol i nie mogłam uwierzyc, zobaczyłam sliczna
twarzyczke z czrnymi wloskami,wlepiajaca swe ciemne oczeta w moje, no widok był cudowny i uczucie również. Nadszedł moment przecięcia
pępowiny…. Radziu oczywiście podolal i dwiema rekami przeciąl pępowinę za pierwszym razem co mamy uwiecznione na kamerze, jak
równiez na moim brzuszku hhihihi. Po wyjsciu z basenu usiadlam na czymis wygląd
ającym jak polowka deski klozetowej hehe za bardzo nie wiedziałam po co ale po chwili polozna mowi ze jak przyjda parte żebym
parla…. Hmn zastanawiałam się tylko po co przeciez już urodziłam a tu trzeba przeciez jeszcze łożysko urodzic nie minelo
5 min jak łożysko było już w miseczce, wyglądało to jak bym zrobila kupe. Konradowi druga polozna ( która przyszla już prawie na sam
koniec jak już dzidzia miala wyjsc..) poprosila czy by niemogl zanieść lozyska…już nawet nie wiem gdzie. A on z ciekawości
oczywiście poszedł i nawet podobno dotykal feeeeeeeeeee. Minusem porodu było niszczesne pekniecie ale na moje szczescie było ono
niewielkie zaledwie 1cm (dwa szwy) Polozna zaprowadzila mnie na sale gdzie mnie zszyla, lalo się mnustwo krwi, sala tam gdzie był basen
i tam gdzie leżałam i również tam gdzie mnie szyli jak i również korytarz były nie zachlapane a zalane krwia wyglądało to jakby jakas
rzeź tam była. No straszny widok… podobno stracilam 0.5 l krwi. Konrad wraz z prezencikiem urodzinowym zostal w pokoju czekając
az skonczy mnie polozna zszywac. Bardzo jestem szczesliwa ze polozna sprawila się na medal jak i również mój dzielny Radzius.
Nie zapomne sobie jeszcze jednego widoku…… mnie w lusterku, już po wszystkim. Wyglądałam strasznie ponieważ popękały mi
naczynka krwionośne na caluskiej twarzy jak i na piersiach no widok okropny, dobrze ze mi Konrad przed porodem opowiedział jak jego
szwagierka tez to miala bo inaczej nie wiem jakbym zareagowala na ten widok bez wcześniejszego uprzedzenia ze takie rzeczy się tez
dzieja. Dzidzia zostala zwarzona i zmierzona dopiero po moim zszyciu i tez mam to na kamerze heheh waga3120 i wzrost 54.5cm TAKA MOJA
MALUTKA KRUSZYNKA…. Konrad rano ok. 7:30 pojechala do domu i wrócił ok. 9:00 miedzy czasie non stop przychodzily jakies
pielęgniarki…ok. 10:00 zapytano mnie kiedy chce wyjsc bo to zalezy od tego jak się czuje. Powiedziałam ze chciałabym po południu
no i tak się stalo i po 13:00 byliśmy już w domu.
Niestety w domciu czulam się jak rzucana po ścianach, tak strasznie bolaly mnie wszystkie nawet najmniejsze miesnie. Półtora dnia lub
chyba nawet dwa spędziłam w lozku czasem wstawajac przeprostowac nogi i do WC. Ale spokojnie mogłam się kapac w wannie i nawet było to
miejsce gdzie mogłam tak naprawde odpocząć.
W szpitalu spędziłam tylko 12 godzin sam porod podobno trwal bardzo szybko jak na pierwsze dziecko bo tylko 1.5 godz.
TERAZ JESTEM SZCZESLIWA MAMUSIA!!!! I ZONA NAJDZIELNIEJSZEGO FACETA POD SLONCEM!!!!!
Zoletta
Chcesz zamieścić swoje przeżycia z porodu i podzielić się nimi z innymi Paniami? Nic prostszego.
Skorzystaj z formularza kontaktowego serwisu "Twoja Ciąża".
i wyślij do mnie swoje opowiadanie.